Relacja pasażera autobusu, kto rozbił się we Francji w okolicy Grenoble
"Zobaczyłem, że jestem przygnieciony martwymi ludźmi! przenigdy tego nie zapomnę. Byli zakrwawieni. Niektórzy nie mieli kończyn... Nie mogłem sapać Starałem się wydobyć spod trupów, mimo to udało mi się sporządzić wprost przeciwnie taki mały prześwit, ażeby wyciągnąć na mocy niego rękę. Złapałem oddech" - wspomina Józef Mordas, podróżny autokaru, kto rozbił się pod Grenoble. Gdy autokar spadał ze skarpy wypadł on na mocy otwór okienny
"To miała istnieć ostatnia atrakcja pełnej wrażeń pielgrzymki. Dopiero przy wjeździe na karkołomną trasę piloci i kierowcy zauważyli, że na alpejskiej drodze obowiązuje zakaz wjazdu autobusów, mimo to zignorowali go. Poczułem, że prowadzący zaczął zaprzepaszczać panowanie nad wozem. Hamował, mimo to to nic nie pomogło. autokar jechał coraz to szybciej i szybciej. Wybuchła histeria Runęliśmy w dół z ogromną prędkością. Pamiętam wprost przeciwnie ogromny huk Nie wiem, co haubica się potem" - powiedział uczestnik wycieczki.
Mordas powiedział, że w ostatniej chwili kilku pasażerów i duchowny postanowili ażeby przeobrazić trasę wycieczki i przejechać na mocy garb Grenoble - stromą trasę w Alpach.
Umieszczono go w Szpitalu Południowym w Grenoble. U Mordasa stwierdzono stłuczenia głowy i nóg. Jest wprzódy przy zanim żona, która przyjechała wczoraj pospołu z innymi członkami rodzin poszkodowanych.
Francuska prokuratura jeszcze nie przesłuchała kierowcy mimo to z powodu francuskiej prasy zostało przesłuchanych wprzódy kilku pasażerów.